Pierwsza część wpisu Was nie przekonała?
Nadal myślicie, że podróżowanie jest normalne i chcecie dać się porwać tej wariacji?
Spoko, rozumiem. Też jeszcze niedawno nikomu bym w to nie uwierzył i uważał, że życie na walizkach jest takie super. Kto by w końcu nie chciał uciec od trosk dnia codziennego?

Podstawy naszej piramidy już legły w gruzach. Wiemy, że taki tryb życia nie sprzyja, ani zakładaniu rodziny, ani budowaniu domu, a co najwyżej drzewo gdzieś możemy posadzić. Pożywienie i odzież to też nie są rzeczy, które zawsze będą nam towarzyszyć.
Załóżmy jednak, że jakimś cudem mamy co jeść, ubrania się jeszcze nie zniszczyły, a rodzina dzielnie czeka w domu (albo podróżuje z nami).

Kolejna jest potrzeba bezpieczeństwa. Tego chyba nie trzeba bardzo rozwijać. Podróż do miejsc, których nie znamy i nie rozumiemy, nigdy nie powinno nam dawać poczucia bezpieczeństwa. Jeżeli tak jest, to znaczy, że nie rozumiemy tego, na co się porwaliśmy.
Nawet jeżeli jest to podróż do innego miasta, to nie znając go, możemy mieć bliższe spotkanie z miejscowymi rycerzami ortalionu, czy innymi strażnikami miejskiej „kultury.
Im dalej od naszego domu, tym większe niebezpieczeństwa.
Już pierwsi ludzie wiedzieli, że najbezpieczniej to siedzieć we własnej jaskini i nie wtryniać nosa na obce tereny, bo bez walki się nie obędzie.
Im bardziej obce kulturowo jest dla nas miejsce, tym łatwiej o nieporozumienie. Nasz organizm, też może przeżywać konflikty z obcymi chorobami i bakteriami. Przez co możemy stać się ofiarą np. malarii (ale o niej opowiem w innym wpisie).

                      

Następna jest potrzeba, która jeżeli podróżujemy w odpowiednich warunkach, jest zaspokajana. Bo przecież nic lepiej nie spełnia potrzeby przynależności niż zamknięcie w małej, ciasnej przestrzeni z kilkoma osobami, przez dłuższy czas.

                       

Przyjaźń na pewno się wtedy pojawia.
Przynajmniej na początku i na końcu.
W trakcie jednak bywa różnie. Bywają momenty, gdy zmęczenie bierze górę. Wtedy naszych towarzyszy chce się zepchnąć w przepaść albo wrzucić do wody. Ehh… jakby się jeszcze dało porzucić ich na pierwszym postoju, to od razu by się zrobiło łatwiej. Jednak resztki zdrowego rozsądku i człowieczeństwa nie pozwalają nam na to.

No i szczyt piramidy potrzeb każdego normalnego człowieka składający się z dwóch etapów.
Potrzeba uznania. Tą zaspokaja każdy z nas, czy to poprzez imprezy poświęcane na opowieści na temat wyjazdów, czy pisanie książek i kręcenie videoblogów. Oczywiście musimy się tym wszystkim podzielić jak najszerzej ze światem. I co z tego, że kogoś może to wszystko nie obchodzić. Przecież nasza najlepsza historia pasuje do każdego tematu rozmowy.

Najgorzej, jednak kiedy wszyscy już znają na pamięć przebieg naszej wyprawy, minuta po minucie. To powinien być dla nas najlepszy znak, że albo pora sobie znaleźć nowe hobby, albo wyruszyć w następną podróż.

No i na końcu potrzeba samorealizacji, która jest spełniana w stu procentach. Bo co nas może bardziej rozwijać niż przygotowania do wypraw i poznawanie różnych kultur, a większa satysfakcje niż osiąganie kolejnych celów i spełnianie naszych marzeń.

Niektórzy idą o krok dalej i myśląc, że skoro spełniają swoje marzenia, to powinni tym inspirować innych. Jeżeli tak jest, to powinniśmy brać odpowiedzialność za to, że demolujemy i wywracamy życie każdemu, kto po zapoznaniu się z naszymi tworami, postanowi również wyruszyć w świat.
Jakbym miał stworzyć piramidę potrzeb podróżnika, to wywróciłbym ją do góry nogami. Tak jakby najważniejsze dla nas była najpierw samorealizacja. Spełnianie swoich marzeń, osiąganie celów i rozwój.

Dopiero potem dajemy upust naszej potrzebie przynależności. Podróżując z określonymi osobami i spędzając czas na spotkaniach dla zarażonych zwiedzaniem świata.

Biorąc pod uwagę powyższe, bezpieczeństwo schodzi na dalszy plan. Przecież im bliżej granicy bezpieczeństwa, tym lepiej poczujemy się później i tym większy będzie podziw wśród ludzi, którzy się o tym dowiedzą.

No i dopiero na końcu potrzeby fizjologiczne.

Co w takim razie jest z nami nie w porządku, że stawiamy na głowach nasze poukładane życie?
Tego nie wiem i pewnie nigdy nikt z nas nie udzieli na to prawidłowej odpowiedzi. Jeżeli jednak ktoś z Was podziela tę chorą passę i będzie chciał się wybrać w jakąś odległą podróż, to bardzo Was proszę, zabierzcie mnie ze sobą!!!