Czy Czarnobyl, Prypeć i cała strefa wykluczenia pozbawione są promieniowania? Nie! Tylko czy to znaczy, że podróż w tamte rejony wiąże się z niebezpieczeństwem?

Ruiny fabryki w Czarnobylu

Kiedy mówię komuś, że byłem w Czarnobylu, od razu słyszę głosy zdziwienia i zachwytu, tak jakby wyjazd w tamte rejony był niedostępny dla przeciętnego człowieka albo wiązał się z jakimś ryzykiem, a przecież wystarczy zachować odrobinę zdrowego rozsądku i nie przytulać się do napromieniowanych przedmiotów.

Tak, to prawda! W strefie wykluczenia jest promieniowanie. Jednak niewiele z nas jest świadomych, że to promieniowanie jest porównywalne z tym w Warszawie, a w większości miejsc nawet mniejsze. Miejsca, w których faktycznie licznik Geigera pokazywał niepokojące wyniki, mogę wyliczyć na palcach jednej ręki.

Radioaktywny chwytak

Pierwszym z nich jest chwytak, który służył do wydobywania gruzów reaktora czwartego. Podobno jest to najbardziej napromieniowane miejsce do jakiego dostęp mają turyści. Ci bardziej ostrożni przewodnicy niechętnie zabierają swoje wycieczki w to miejsce. Jednak nasz przewodnik bez wahania zbliżył do niego rękę i przyłożył licznik, aby nam zademonstrować poziome promieniowania.

licznik Geigera

Drugim miejsce, niosącym za sobą faktyczne zagrożenie, jest samotnie stojący słupek w środku lasu, od którego mój znajomy dostał delikatnego poparzenia, po którym ślady widać tylko, kiedy się opali. Jednak jest to skutek bardzo długiego przebywania w bardzo bliskiej odległości źródła tego promieniowania.

Trzecim było miejsce, które budziło w naszej grupie najwięcej emocji. Nasi przewodnicy pomimo lekkiego podejścia do zasad panujących w całej zonie, nie byli chętni, aby nas do niego zabrać. Po długich namowach udało nam się jednak namówić ich, by nas tam zabrali. Tym miejscem był szpital, w którego piwnicach do dzisiaj znajdują się ubrania ekip ratunkowych, biorących udział w akcjach w elektrowni bezpośrednio po katastrofie. Obiecaliśmy przed wyjściem z busa, że nie zbliżymy się do nich. W związku z tym od razu po dojściu do budynku rozpoczęliśmy poszukiwania zejścia do piwnicy, aby przypadkiem nikt z nas tam nie zabłądził 😛

sala operacyjna w Czarnobylu

Poszukiwania trwały dobre pół godziny, ale jedyne schody, jakie udało nam się znaleźć, prowadziły tylko i wyłącznie na wyższe piętra. Jedynym elementem dającym nam pewność, że w tym budynku znajdują się piwnice, były znajdujące się trochę poniżej poziomu gruntu okna. Po analizie planów budynku, jakie znaleźliśmy na ścianie, doszła do nas przykra prawda, że schody na dół zostały po prostu zasypane. Podobno był to efekt pracy kilku youtuberów z Polski, którzy nakręcili z tamtego miejsca filmiki, w których dotykają tych ubrań. Jednak Polak potrafi, więc wpadliśmy na genialny pomysł, aby zejść na dół właśnie przez takie okno piwniczne.

zasypane wejście do piwnicy szpitala w Czarnobylu

Początkowo nie znaleźliśmy nic nadzwyczajnego. Zwykłe pomieszczenia podmokłej piwnicy, rozsypującego się budynku. Po kilku minutach jednak usłyszeliśmy charakterystyczny dźwięki wydawane przez liczniki Geigera. Zdrowy rozsądek kłócił się z ciekawością i ekscytacją. Ostatecznie udało nam się znaleźć te ubrania, a licznik pokazał największe promieniowanie, jakie udało nam się znaleźć w trakcie całego wyjazdu, czyli 70 mikrosiwertów. Dla porównania w Warszawie występuje promieniowanie tła w wysokości 0,3 mikrosiwerta. Ta ogromna różnica wzbudziła w nas największy niepokój, mimo że zdawaliśmy sobie sprawę, że dalej nie przekracza ona dawki, która mogłaby być dla nas niebezpieczna. No, chyba że wytarzalibyśmy się w tych rzeczach i zrobili tam obozowisko.

ubrania ratowników w piwnicy szpitala w Prypeci

Po powrocie do Polski znajomi woleli nie zapraszać mnie do siebie, a i do dzisiaj są zdziwieni, że nie wyrosła mi druga głowa 😛

Dla bezpieczeństwa (chociaż wydaje mi się, że teraz to już bardziej dla turystów) na każdym kroku znajdują się kontrole, które za pomocą bramek-dozymetrów sprawdzają, czy ktoś nie został napromieniowany. Trzeba przez nie przejść, wjeżdżając lub wyjeżdżając ze strefy wykluczenia, jak i chcąc zjeść obiad w stołówce pracowniczej, ale o tym, jak wygląda tam życie, opowiem Wam w osobnym wpisie 🙂

bramki dozymetry