Czy wjechanie do „strefy wykluczenia” jest możliwe dla każdego?

„Strefa wykluczenia”, czyli najbliższe tereny w okół miejsca tragedii, jaka rozegrała się w elektrowni atomowej, w Czarnobylu. Wjazd do tego miejsca i jego zwiedzanie budzi wiele pytań. Wątpliwości podsyca dodatkowo niedawny serial wypuszczony przez HBO, „Czarnobyl (który Wam gorąco polecam, jeżeli jeszcze nie oglądaliście).

 

Pierwszą najważniejszą informacją jest to, że wjazd jest możliwy i dość prosty. Trzeba tylko pamiętać, że trzeba do tego wynająć jednego z licencjonowanych przewodników, bo tylko z nimi wolno się poruszać po tamtym, zamkniętym terenie. Każdy z nich posiada nadajnik GPS, który dla bezpieczeństwa, pozwala kontrolować to, w jakie regiony „wycieczka się zapuszcza. Zniechęca to do zabierania turystów w niektóre miejsca, dlatego dobór odpowiedniego organizatora wycieczki jest ważny.

Możemy trafić na firmę, która organizuje bardzo komercyjne wyjazdy, w nowoczesnych busach, obklejonych niczym reklama gry „S.T.A.L.K.E.R.. Plusem takiej formy na pewno jest wygoda i to, że dodatkowe, niepotrzebne zabezpieczenia, jakie od nich otrzymamy, dodadzą nutki grozy. Minusem niestety jest fakt, że również ze względów bezpieczeństwa do niektórych miejsc po prostu nie wejdziemy.

Alternatywą tego jest stary, radziecki bus, z dywanem powieszonym na tylnej szybie, z przewodnikiem, który pracował w elektrowni oraz jego kolegą, który pracował w policji w Prypeci. Obydwaj pamiętający ewakuację całej strefy i znający te tereny sprzed czasów katastrofy. To właśnie byli nasi przewodnicy. Również dbali o nasze bezpieczeństwo, ale w racjonalny sposób, nie „pod publikę. Dzięki temu zwiedzanie nie miało charakteru grupowego chodzenia od miejsca do miejsca, tylko po opowiedzeniu nam, w jakim miejscu się znajdujemy, każdy mógł się rozejść w swoją stronę i zajrzeć w zakamarki, które go najbardziej interesowały. Powiedzieli nam też o zasadzie panującej w „Zonie, która nie wszystkim przypadła do gustu:
W strefie wykluczenia nie wolno pić alkoholu!
Po czym wyciągnęli flaszkę i słoninę 😛
Znajdziemy tam również kilka sklepów z jedzeniem, pamiątkami oraz alkoholem.

Można też wykupić zwiedzanie indywidualne, a nawet poruszać się po „Zonie własnym samochodem.

Istnieje jeszcze jeden sposób na dostanie się w te rejony. Można tam wejść nielegalnie i poruszać się po terenie, póki nikt nas nie złapie. Niektórym udaje się tam nawet spędzić noc albo dwie. Konsekwencją złapania jest w teorii wysoka grzywna albo sprawa w sądzie. W praktyce jednak często tacy ludzie są po prostu wywożeni poza strefę, bez większych konsekwencji. Mimo tego nie polecam ryzykować :P

Dostałem ostatnio parę pytań, czy można tam pojechać tylko na jeden dzień. Odpowiedź jest prosta. Można, tylko po co? :P
Żeby faktycznie zwiedzić wszystkie najpopularniejsze miejsca potrzeba na to, co najmniej dwóch całych dni. Wydaje mi się, że jest to też optymalny czas, ponieważ po tym okresie dostajemy już znieczulicy na otaczający nas krajobraz i przestają nas fascynować kolejne opuszczone budynki i ślady katastrofy.

Najlepszą opcją jest zorganizowanie sobie noclegu w miejscowości Sławutycz. Miejscowość ta powstała po wybuchu w elektrowni, dla osób ewakuowanych z Czarnobyla i Prypeci oraz pracowników elektrowni, również tych, którzy pracują tam obecnie. I to jest kolejna informacja, która zaskakuje często ludzi. W Czarnobylu oraz w całej „Zonie cały czas pracują tysiące ludzi. Niektórzy przy sarkofagu, inni przy pozostałej części elektrowni, a jeszcze inni dbają o bezpieczeństwo turystów. Ze Sławutycza kilka razy w ciągu dnia odjeżdża pociąg, który zabiera nas bezpośrednio do Czarnobyla. Ciekawostką jest to, że teoretycznie jest to pociąg międzynarodowy, ponieważ musi przejechać przez terytorium Białorusi :P

Sławutycz

Część pracowników dba również o mieszkańców tego terenu. To kolejna informacja, która często zaskakuje ludzi. Tak, na terenie zamkniętym cały czas mieszkają niektóre rodziny. Skąd się tam wzięły? Po ewakuacji mieszkańcy dostali od władz mieszkania np. w Kijowie albo właśnie we wspomnianym wcześniej Sławutyczu. Jednak najstarsi mieszkańcy oddali je po prostu dorosłym dzieciom, a sami wrócili do swojego rodzinnego domu tak jak ten najstarszy mieszkaniec „Zony na zdjęciu poniżej.

Mieszkaniec Zony


Inne rodziny natomiast pozostały w swoich  domach nielegalnie i nigdy się stamtąd nie ewakuowały.
Mimo tego dalej z map tego obszaru zniknęło kilkadziesiąt miejscowości wsi. W środku „Zony można znaleźć swoisty pomnik w postaci alei tabliczek z nazwami tych miejsc.

Pomnik wysiedlonych miejscowości w pobliżu Czarnobyla

W świadomości niektórych „Zona to miejsce trudno dostępne turystycznie, tymczasem prawda jest zgoła inna. Są to już ostatnie lata, kiedy w te miejsca warto pojechać. Póki wycieczki krążące po całej strefie nie stały się tak liczne, że trzeba czekać w kolejkach, aby zobaczyć najbardziej kultowe miejsca, jak diabelski młyn, czy basen.

To i tak ten lepszy scenariusz końca turystyki w okolicach Czarnobyla.

Patrząc na stan większości z tych budowli, tylko czekać, aż któryś bezmyślny turysta postawi o krok za daleko i spadnie z któregoś budynku lub wejdzie na przerdzewiałą platformę, która się zawali. Wtedy albo normy bezpieczeństwa zaczną tam być znacznie wyższe, albo będą musieli przebudować większość z miejsc. Niestety też bardzo prawdopodobne, że zamkną je dla zwiedzających, a następnie zburzą.

 

 

 

 

Najpopularniejsze miejsca, kojarzące się ze strefą wykluczenia, takie jak np. „Oko Moskwy, już pojawiają się w planach do rozbiórki.

Oko Moskwy

 

Póki jednak się da, to bardzo polecam Wam wyjazdy w to miejsce. Szczególnie ze Stowarzyszeniem Salutem. Na pewno będę Was informował o nich na Facebooku. Może na jednym z nich się spotkamy :)

 

Salutem w Czarnobylu

Salutem w Czarnobylu